„Alaska-ta, o którą rozbijają się fale”

Hej 😀

 Pierwsza rzecz: dla wszystkich kobietek składam najlepsze życzenia, dużo szczęścia, radości, uśmiechu, samych sukcesów w szkole, blogowaniu i ogólnie całym życiu 🙂

 Teraz przejdę do tematu posta, a mianowicie recenzji książki Johna Greena „. 

Każdy w swoim życiu szuka przygód, przeżywa swoje „Wielkie Być Może”. Lecz czym tak na prawdę może być „Wielkie Być Może? Według mnie jest to okres dorastania, kiedy przeżywamy swoje pierwsze miłości, rozczarowania, eksperymentujemy ze swoim życiem, przekraczamy pewne granice. Właśnie taką granice przekroczył Miles zapisując się do szkoły z internatem w Culver Creek. Tam poznaje nowych przyjaciół, między innymi tytułową bohaterkę Alaskę Young. Dziewczyna swoją tajemniczością intryguje chłopaka.

„- Naprawdę przeczytałaś wszystkie te książki, które masz w pokoju?

Zaśmiała się.

– No jasne, że nie. Może jedną trzecią. Ale mam zamiar przeczytać.
Nazywam je Biblioteką Życia. Każdego lata, od kiedy byłam mała,
chodziłam na garażowe wyprzedaże, kupowałam wszystkie książki, które
wyglądały na ciekawe. Chciałam zawsze mieć coś do czytania. No ale jest
tak dużo do zrobienia: papi

erosy do wypalenia, seks do uprawiania,
huśtawki do huśtania się. Będę miała więcej czasu na czytanie, jak
zrobię się stara i nudna.”

To właśnie dzięki niej Miles odkrywa labirynt, z którego wcale nie tak łatwo jest wyjść.Nie wszystko jest czarno-białe i nie każdą tajemnice da się rozwiązać. 

Książka jest napisana lekkim i dowcipnym językiem.  Można ją nazwać kierunkowskazem dla osób poszukujących wyjścia z labiryntu. W końcu każdy z nas może się kiedyś zagubić. Jednak zawsze musimy pamiętać, że z każdego labiryntu jest wyjście, nie ważne, czy pójdziemy dłuższą, czy krótszą drogą.

 

Czytałyście? Co myślicie? 

About the author

Monika

View all posts

11 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *